tak, waga 50,1 kg. dobijające, nie mogę się pogodzić tym faktem, aż tak się zapuścić? ana się ode mnie odwróciła, a już dobijałam wagi 47,8. jedna chwila, jeden moment i rzuciłam się na lodówkę. nie chciałam wymiotować, piłam mnóstwo herbat przeczyszczających, a robię to do teraz. dzień w dzień, rozpoczyna się niewinnie, jedna kromka chleba. dalej już prowadzi mnie beznadziejny głos, który mówi mi "i tak już zjebałaś! jak spierdolić to do końca. masz senes, wypijesz go, przeczyści Cię". beznadziejne myślenie. muszę pamiętać, że zaczynając jeść - nie mogę przestać. dlaczego to nie dochodzi do tej mojej pustej głowy, usadzonej na grubym cielsku? jestem gruba, tłuszcz ze mnie spływa, a ja dalej pcham się w to cholerne jedzenie.
jest godzina 10:52. mdli mnie, czuję jak mi kiszki marsza grają. mój żołądek woła o jedzenie, ale nic z tego. muszę sprawiać pozory najedzonej, znowu będzie alkohol. boję się, cholernie się boję, że znowu się poddam. nie zrobię już tego anie, przepraszam Cię, od teraz chcę być posłuszna, chcę pokornie sycić się uczuciem głodu.
Radę ? Nie jestem w tym za dobra. A co do wagi to nie dlugo. Ogólnie ważyłam w pażdzierniku ok. 48 kg. Ale na razie strasznie wolno schodzi w dół.. ;-/
OdpowiedzUsuńNo więc nie pozostaje mi chyba nic innego jak życzyć Ci dotrwania do celu. :)
OdpowiedzUsuńCóż, może bym i ja zaczęła ? Zawsze chciałam chociaż odrobinę schudnąć, a teraz przynajmniej miałabym z kim. ;d
Jesz coś ? Masz jakieś specjalny rozkład? Proszę, powiedz. ;)
Sama też lubię cmentarze, zwłaszcza wieczorami. Zwłaszcza wtedy, kiedy mnóstwo zniczy jest zapalonych... Wtedy atmosfera jest taka... 'magiczna'. ;)