po raz drugi - pierwszy dzień kopenhaskiej motylkowej - powiódł się. mimo obrzydliwej chęci by się nażreć, podołałam wyzwaniu. obecnie jestem nieco wstawiona, dlatego mam tak wzmożony apetyt, ale walczę z tym i wiem, że dam radę. nie chcę być pieprzonym grubasem, który sobie dogadza na wszelaki sposób. od żarcia po napoje, zachcianki i inne ludzkie potrzeby. mam to głęboko w dupie, że lodówka pełna, a po szafkach pochowane są płatki, pieczywo, a dla mnie tata kupił batonika. mam to w dupie! nie zasługuję na jedzenie, nie zasługuję na nic. będę cierpieć i moje zachcianki zostaną niezrealizowane. a ja będę chuda! to największa nagroda.
kupiłam sobie trzy myszki. nazwałam je całkiem kusząco; Snickers, Mars i Twix. tak, jak te wysokokaloryczne batony, które aż się proszą o pochłonięcie je mimo diety. maleńkie myszy łaciate to coś co ratuje mnie w tej chwili. sięgając po czekoladową zakąskę pomyślę; "czy na pewno chcesz zjeść te urocze maleństwa, które goszczą w twoim domu? chcesz pozbawić je życia? co z tego, że jedzenie nie ma porównania w żywych stworzeniach. nie rób z siebie idiotki, jesteś silna, szmato, weź się w garść!" i to pomoże mi wytrwać. ana - tak to ona podpowiada mi te myśli. gani mnie w kierunku przeciwnym niż jedzenie, grubość i miliony kalorii. jutro zjem smacznie i nisko-kalorycznie w drugim dniu diety i będę z siebie dumna! ana i ja będziemy dumne, że zaczynam pojmować w czym biorę udział. a jest to droga do perfekcji, chudości i piękna!
Tylko, żeby nie przesadzić :) Bo anoreksja nie jest wcale.. no chyba, że ja mam inne pojmowanie piękna. Ale to dobrze, że masz jakiś cel ja też bym chciala sie tak konsekwentnie czegoś trzymać :D
OdpowiedzUsuń