kochane, potrzebuję rady. potrzebuję pomocy, by znów zagłębić się w tok odchudzania. trzy posiłki dziennie, zero słodyczy, białego pieczywa... jeszcze nie dawno potrafiłam żyć pod tą presją, a teraz wszystko wymyka mi się spod kontroli. kolejny dzień zaliczam do tragicznych i nieudanych. obiecuję od poniedziałku wziąć się do roboty. nowy tydzień i nowa szansa. chcę odzyskać utracony zapał. chcę znów cieszyć się z sukcesywnie zrzuconych kilogramów. chcę znów być na drodze do perfekcji.
właściwie zacznę już jutro. książka "chuda" dała mi trochę do myślenia. chcę odnaleźć w sobie ten głos, który będzie mną kierował. na początek pięćset kalorii na dzień. to dobra suma. do tego godzina intensywnych ćwiczeń, jeśli będzie ciepło to dwie godziny biegania, plus spacer pieszo minimum godzina dziennie. do tego herbaty odchudzające, co jakiś czas te z efektem przeczyszczającym. mam dokładny plan. czas wprowadzić go w życie.

Wiadomo- granicę trzeba sobie postawić i przekroczenie jej byłoby już idiotyzmem. Poza tym jakoś nie specjalnie widzę siebie znów w niewygodnym, szpitalnym łóżku,tfu.;p
OdpowiedzUsuńJestem pewna, że dasz sobie z tym radę. :) Jesteś silna, wierzę w Ciebie :).
Ja sobie zacznę pewnie szukać jakichś ćwiczeń i wezmę się za nie gdy tylko minie mi stan przedgrypowy.
Tak, wtedy jest cudownie. Ale czasem łza do okna napłynie, gdy zauważy się grób, na którym nie ma żadnego lampionika...