środa, 26 stycznia 2011

wczoraj zawaliłam. na szczęście rano wypiłam senes, wieczorem też, więc ładnie mnie przeczyściło. mimo tego co pochłonęłam, waga wciąż jest całkiem przyzwoita, 49,9 kg, dobrze, że nie 50... dzisiaj zjadłam około trzystu kalorii, na samo śniadanie, więc już do końca dnia nic nie jem. planuję na czwartek-piątek głodówkę. choruję, staram się wykurować, wieczorem napada mnie wilczy apetyt, przy okazji popadam w przygnębienie, które potrafi stłumić jedynie jedzenie. przeklęte jedzenie, nie chcę szukać w nim pocieszenia, nie jest mi potrzebne. sen! tak, sen jest dobry na wszystko. następnym razem pójdę po prostu spać.
rany się goją, już prawie nie boli, dzisiaj już postaram się zrobić drugi dzień a6w, zaś wieczorem, lub późnym po południem skuszę się na ćwiczenia. rozłożyłam się już niemiłosiernie; gorączka, spuchnięte gardło, katar, kaszel, duszności i chrypę. skrzeczę jak stara wrona. uroki grypy. 



5 komentarzy:

  1. No biegać to ja mam gdzie ; ) A co do tych wizyt, to wiedzą, że jesteś ...Pro-Ana?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ah, nawet nie wiesz jak ja tęsknię za tym bólem, który zagłuszał wszystko inne... Ale obiecałam i trzymać się muszę, chociaż najchętniej czasem znów chwyciłabym za żyletkę.

    Ah, kuruj się. :*

    OdpowiedzUsuń
  3. O nic innego nie proszę. :P Jestem gotowa dużo poświęcić, żeby osiągnąć cel, jaki sobie postawiłam... A ćwiczenia pewnie kiedyś polubię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. N`tak.. ; ) A wgl. to do ilu kg chcesz schudnąć.?

    OdpowiedzUsuń
  5. wiesz jeżeli człowiek czegoś naprawdę chce to zapewno mu się uda, bo bedzie dążyć do tego aż osiągnie swój cel... proszę, może wspólna głodówka? zawsze to chyba raźniej..;)

    OdpowiedzUsuń