moim największym problemem jest jedzenie. dzisiaj spierdoliłam sprawę. wezbrała się we mnie złość, straszna złość, gniew i wściekłość na samą siebie. skończyło się to sięgnięciem po ratunek w postaci obrzydliwego jedzenia, pustych kalorii zawartych w słodyczach, jasnym pieczywie tostowym, chipsach, czekoladzie. to było potworne. jak ja tego nienawidzę! zaczyna mi się udawać, a w jednym momencie wszystko się chrzani. dzisiaj rano waga wynosiła 48,7, jutro pewnie podskoczy. ale postanowiłam się nie poddawać. będę zaczynać od nowa jak długo się da, póki nie przyniesie to rezultatów. do końca ferii muszę stracić przynajmniej 3 kg, średnio 0,5 kg na dzień (tak jak dotychczas) razy pozostałe dwanaście dni wynosi spadek 6 kg, choć szczerze powiedziawszy w to wątpię, by było aż tak dobrze. w pewnym momencie waga stanie i to jest nieuniknione, ale mam nadzieję zrzucić co najmniej te 3-4 kg, by po powrocie do nauki było widać różnicę.
S T A R T
Czasem przecież każdy ma takie chwile "załamania". Szczerze mówiąc mi się już to wszystko odechciało, te ćwiczenia... Zmienię je na coś innego pewnie. Jak będzie już cieplej, będę biegała. Lubię biegać. Dziennie będę robiła 3 serie po 6-8 cykli...
OdpowiedzUsuńJa czasem gadam z psem. o.