piątek, 4 lutego 2011

waga: 48,4 kg

jest kiepsko, ciągle opadam z sił, tłumi mnie chęć jedzenia, ale walczę z tym, nie mogę się poddać, ano - daj mi siłę. 
zjadłam dzisiaj na śniadanie tosta z dwóch kromek pieczywa słonecznikowego, do tego pół jabłka i pół pomidora plus kawa czarna. co oznacza, że dalsze posiłki muszę trochę zelżyć, ze względu na kaloryczność pieczywa. wasy nie miałam pod ręką, więc zastąpiłam to ciemnym chlebem. na daną chwilę wychodzi jakieś dwieście kalorii, bynajmniej tak mi się wydaje. 
zaczęłam czytać bardzo ciekawą książkę pt.; "Sto pociągnięć szczotką przed snem", bardzo mnie wciągnęła, za chwilę wracam do jej czytania. jeszcze akcja się nie rozkręciła, ale tematyka bardzo ciekawa, ciekawie napisana i przyjemnie się czyta. 
w dalszym ciągu nie ćwiczę. jedynie a6w, dzień ósmy. czy widzę efekty? tak, mój brzuch jest przyjemnie płaski, ale wciąż wiele mu brakuje do perfekcji, do chudości. waga powoli spada w dół. całkiem przyjemne tempo. na noc wypiłam litr wody nie gazowanej, z pewnością jeszcze zatrzymana jest w moim organizmie, co w efekcie daje niską różnicę wagi, 0,2 kg w ciągu dnia. jest dobrze.

2 komentarze:

  1. u mnie tak fifty-fifty i kwestia genetyczna bo wszyscy w rodzinie szczupli ale kurde nikt aż tak, i jak byłam mała to strasznie mało jadłam i moze przez to bo zaczęłam jepiej jeść dopiero jak poszłam do gimnazjum ( czyli 5 lat temu - kurwa stara jestem).

    przy wzroście 173cm waże niecałe 40kg!
    ______________________________

    o czym jest ta książka?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wczoraj wieczorem ważyłam 45 :P. dziś rano 45,5, co jest dziiiiwne... :P

    Ze szczurem mówisz? Mnie takie stworzonka na chwilę obecną przerażają. :P

    OdpowiedzUsuń