sobota, 5 lutego 2011

waga: ?? kg

wciąż nie chcę przyjąć tego do wiadomości, wiem ile waga wskazuje, lecz wstyd się przyznać. w moim żołądku przewala się alkohol, konkretnie wódka smakowa, woda gazowana i nie gazowana oraz tony żarcia, które pochłonęłam. wszystko powoli przechodzi przez jelita, jest trawione, wydalane i tak w kółko. cała ta monotonia, trwająca dosyć spory czas, natchnęła mnie do czegoś w formie pamiętnika, bądź opowiadania. pisanego, przez moje "drugie ja", w rodzaju męskim. zamieszczę to w kolejnej notce, a nuż ktoś się tym zainteresuje.  
nuży mnie sen. czas na zagnieżdżenie się w kołdrze, przy uchylonym oknie, które wpuszczać będzie chłód do mojego pokoju, oraz mego serca. przedzierające zimno, które gości we mnie od długiego czasu. namiętność i czułość, wrażliwość, którą miałam jako wchodząca w dojrzewanie nastolatka - zniknęła. w mej duszy zagościł chłód, obojętność, apatia i agresja. agresja, która ukrywa moje rozterki, desperację i ból. jak długo można udawać, że wszystko jest dobrze? jak długo jeszcze będę to potrafiła? idzie mi już coraz gorzej. chociaż... i tak tego nikt nie zauważa. rodzice mają młodsze rodzeństwo na głowie. ja już się nie liczę, bo potrafię pokierować swoim życiem. potrafię? ha! wolne żarty. nikt nigdy nie podejrzewa co robię. łykam tabletki, zadaję sobie ból fizyczny, bluzgam, kłamię, sięgam po alkohol. czy to jest ta droga, którą podjęła osoba potrafiąca kierować własnym, pieprzonym życiem? otóż odpowiedź jest niepodważalna, oczywista i jednoznaczna - nie

1 komentarz:

  1. ładnie piszesz :) aż miło się czyta, w sumie jakbym czytała o sobie...

    OdpowiedzUsuń