czwartek, 3 lutego 2011

waga o godzinie 10:30 - 48,6 kg, a to oznacza, że w ciągu jednego dnia spadło 1,3 kg, co jest nie małym osiągnięciem. drugi dzień. daję radę, dzisiaj już nie mam problemu z pohamowaniem się od jedzenia. za to mój sen... upadek z wysokości, czułam jak roztrzaskuje mi się kręgosłup o posadzkę, posmak krwi w ustach, ta cholerna niemożność jakiegokolwiek ruchu. trochę wstrząsające kilka sekund po przebudzeniu.
dawno nie ćwiczyłam, ostatnio robię tylko a6w, pora w końcu się wziąć za resztę ćwiczeń. pewnie jeszcze zmiana planu ćwiczeń by się przydała, na jakiś bardziej zaawansowany. już wkrótce będzie cieplej, co zwiastuje bieganie, długie spacery, jazdę na rolkach, rowerze. w weekend możliwe, że wybiorę się na lodowisko, jeśli sprawy potoczą się jakbym chciała. póki co to ważna jest utrata wagi, jeszcze 8,6 kg, a później? sama nie wiem co pocznę. może wprowadzę jakieś zdrowe zasady żywieniowe w domu? wątpię by chcieli pójść mi na ustępstwo, za bardzo kochają słodycze, jedzenie po nocach i siedzenie z wywalonym brzuchem na kanapie. w sumie to i tak głupi pomysł, nie będę sobie szarpać nerwów.

3 komentarze:

  1. fajnie piszesz, aż sie chce czytać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ja mam toche na odwrót, próbuje przytyc ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. 1,3 kg, nieźle ;). Pozazdrościć tylko :).
    Ehh..zgadzam się z tym, co napisałaś.Pięknie ułożyłaś słowa o duszy ;3.

    Ej, a kot nie chce mówić? Mój miauczy na moje 'miau'.

    OdpowiedzUsuń